Grudzień – Święta, Sylwester i moje urodziny

by Jolanta Strażyc

Grudzień zawsze był dla mnie miesiącem wyjątkowym – pełnym świateł, zapachów, ciepła i wspomnień. Urodzona tuż przed świętami, od zawsze czułam, że to mój czas – przepełniony magią, rodzinnym ciepłem i tymi chwilami, które zostają z nami na lata.

Tuż przed świętami… niespodzianka

Majka i Ewa, zorganizowały dla mnie urodzinowe spotkanie w kawiarni  Noworolski. Zupełnie się nie spodziewałam – sądziłam, że to zwykłe przedświąteczne popołudnie, trochę plotek przy herbacie i może spacer po Rynku. Tymczasem, kiedy przekroczyłam próg kawiarni, z głośnika sączył się stary utwór Czesława Niemena, a zza filara wychyliły się dwie uśmiechnięte twarze.

– Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! – zaintonowała Majka, śmiejąc się, zanim zdążyłam w ogóle coś powiedzieć.

– No chodź, gwiazdo grudnia! – dodała Ewa i pociągnęła mnie w stronę stolika, gdzie czekała świeczka wbita w kawałek tortu, maleńki bukiet amarylisa i karteczka z napisem: „Nie liczymy świeczek – liczymy wspomnienia”.

Ewa podniosła wzrok znad menu i powiedziała z uśmiechem:

Mój wernisaż w piątek, ale dzisiaj – twój wieczór.

Usiadłyśmy, a świat wokół jakby się zatrzymał. W kawiarnianym półmroku świeciły ciepłe lampki, za oknami mrugały świąteczne dekoracje, a przy sąsiednich stolikach rozbrzmiewały głosy, ale nasze miejsce zdawało się być wyjęte z czasu. Jak klisza z dawnych lat.

Kelner przyniósł napary – zielona z imbirem, czarna z kardamonem, a do tego filiżanki ciepłej czekolady. Pachniało pomarańczą i cynamonem. Majka wyciągnęła małe pudełko przewiązane złotą wstążką.

– Nie pytaj, co to, po prostu otwórz.

W środku była srebrna zawieszka z wygrawerowanym napisem: Grudzień to Twój czas”. Nie odpowiedziałam od razu – tylko się uśmiechnęłam i poczułam, że oczy zaczynają mi się szklić.

– No nie płacz, bo rozmaże ci się radość – zażartowała Majka.

Zostałyśmy tam do zamknięcia kawiarni, jak za dawnych lat – kiedy żadna z nas nie patrzyła na zegarek, a rozmowy płynęły bez końca. Opowiadałyśmy sobie o planach, wernisażu Ewy, o nowych wzorach Majki, o moich pomysłach na biżuterię z bursztynu z Elbląga – z tamtej naszej czerwcowej wyprawy. Śmiałyśmy się, wspominałyśmy, wzruszałyśmy.

Wychodząc, powiedziałam:

– Dziękuję wam. To były moje najbardziej krakowskie urodziny. I może właśnie dlatego – takie niezapomniane.

Ewa objęła mnie lekko, Majka podała parasol i powiedziała:

No, skoro dziś były urodziny i wspomnienia, to na Nowy Rok będzie szampan i plany!

I tak szłyśmy przez zimowy Rynek, trzy przyjaciółki – z ciepłem urodzinowego wieczoru pod płaszczem.

Wigilia i Święta Bożego Narodzenia

Tuż przed Wigilią wyruszyłam z Krakowa do Lublina moim niezawodnym Renault 19 coupé, granatowym jak wieczorne niebo. Silnik mruczał jak zadowolony kot, mimo że całą drogę nie przestawało padać.
Szyby co chwilę zalewały się strugami deszczu, a ja śmiałam się do siebie, że ten mój francuski rumak nie boi się żadnej pogody.

– No jedź, kochanie, tylko nie brykaj na tych kałużach! – mruknęłam do kierownicy, kiedy po raz dziesiąty wpadłam w coś, co wyglądało jak płytki staw.

W Lublinie zatrzymałam się u córki. Michałek miał już pięć lat – energiczny, rozbrykany i śmiejący się na cały dom. Każdego ranka witał mnie okrzykiem:

– Babciaaaa! Gdzie autko? – a ja musiałam udawać, że Renault to jakiś magiczny transformer, co nocą znika i wraca rano w nowej postaci.

Dwa przedpołudnia spędziłam w Archiwum Państwowym, gdzie buszowałam w papierach, jak Sherlock Holmes w bibliotece. Udało mi się zdobyć kilka wyjątkowych dokumentów o rodzinie Lisowskich, Zańskich i (nowy nabytek) Bojarskich. Prawdziwe perełki! Skany zapisałam starannie na pendrive z breloczkiem w kształcie sowy – prezent od córki, dla której jestem „mądra jak sowa”.

Wigilię spędziliśmy razem: córka, wnuk, mój mąż, który akurat miał kilka dni urlopu i wrócił do kraju, no i ja – babcia z aparatem fotograficznym.

Na stole jak zawsze zupa grzybowa, ryba morska, pierogi, sałatka, makowiec, kompot z suszonych owoców… Miłe chwile, dużo śmiechu – wnuk, ubrany w czerwony sweter z reniferem, próbował coś recytować.

Pierwszy dzień świąt to już klasyk – rodzinny spacer. Poszliśmy na Stare Miasto, gdzie migotały świąteczne lampki, a nad brukiem unosił się zapach pieczonych kasztanów.

W drugi dzień świąt, zaraz po śniadaniu i ostatnich uściskach, znów zapakowałam się do mojego Renault, które tym razem przywitało mnie suchym dachem, a dzień promieniami słońca. Jechałam z powrotem do Krakowa, podśpiewując pod nosem kolędy i co jakiś czas pogłaskując deskę rozdzielczą.
– Dobrze jedziesz, staruszku. Prawie jak sanie Mikołaja.

Po powrocie do Krakowa od razu wciągnęłam się w pomoc Majce przy jej biżuterii. Zrobione cudeńka fotografowałam ze wszystkich stron. Majka wystawiła wszystko w swoim sklepie internetowym, a ja poczułam się jak asystentka artystyczna z katalogu Vogue.

Znalazłam też chwilę na własne projekty: bransoletki, kolczyki, komplety – każdy z nich miał swoją historię. Jeden zestaw nazwałam „Sylwestrowa Noc”, inny „Zimowy Spacer z Babcią” – i przyznam, że ten ostatni był naprawdę rozchwytywany!

Koniec roku 2010

Na Sylwestra wybrałyśmy się z Majką do Marty i Tomka – naszych wspólnych znajomych. Towarzyszyli nam Karol i Konrad – duet, który mógłby spokojnie prowadzić własny kabaret. Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania, przywitała nas kartka na drzwiach:

Witamy w przyszłości! W środku szampan, śledzik i tańce do rana”.

– No to chyba dobrze trafiliśmy – mruknęła Majka, zdejmując szalik i zdmuchując z niego płatki śniegu.

Pytanie tylko, czy śledzik był wcześniej, czy dopiero będzie – dodał Karol i wymownie spojrzał na zegarek.

Jeśli to przyszłość, to wszystko już się wydarzyło – filozofował Konrad, otwierając drzwi z teatralnym gestem. – Zapraszam do wehikułu czasu!

Tego wieczoru było wszystko: tańce do Abby, bitwa na konfetti, toast za każdego psa i kota obecnych w sercach gości, a nawet konkurs na najdziwniejszy noworoczny plan (Karol wygrał, twierdząc, że nauczy się języka delfinów).

O północy wyszliśmy na balkon. Niebo eksplodowało fajerwerkami, a ja patrzyłam w górę i pomyślałam, że dobrze jest zacząć rok z uśmiechem, kieliszkiem szampana i przyjaciółmi obok. Konrad próbował odpalić sztuczne ognie, ale jak zwykle coś poszło nie tak.

– O, niech to! – jęknął, kiedy lont zgasł w połowie. Spróbował drugi raz, tym razem udało się, ale wystrzelił nie tam, gdzie trzeba – fajerwerk rykoszetem odbił się od barierki i poleciał w stronę balkonu sąsiadów.

– To był test! – krzyknął, chowając zapalniczkę do kieszeni. – Sprawdzam, czy Nowy Rok jest czujny.

Do domu wróciłyśmy nad ranem, taksówką. Miasto było już przygaszone, choć gdzieniegdzie widać było jeszcze ostatnich śmiałków z butelkami w dłoniach i brokatem we włosach.

– Tylko niech pan nie robi dziś kółek po rynku – mruknęła Majka opierając głowę o zagłówek.

– Spokojnie, dzisiaj jedziemy jak po czerwonym dywanie – odpowiedział i ruszył powoli, mijając ulice Krakowa.

W radiu cicho grało italo disco, miasto powoli szykowało się do snu, a my – z nowymi planami, uśmiechami i paczką sylwestrowych wspomnień – jechałyśmy przed siebie.

Nowy rok – 2011 – zaczynał się pięknie.

You may also like

9 komentarzy

Anna W. 2025-12-10 - 21:52

Czytając ten tekst, miałam wrażenie, że siedzę przy sąsiednim stoliku w Noworolskim i podglądam scenę z filmu. Tak pięknie oddałaś klimat grudnia – ten miękki półmrok, zapach cynamonu, śmiech przyjaciół. Urodziny splecione ze świętami mają w sobie coś wyjątkowego, a Twoje wspomnienia pokazują, że prawdziwa magia nie tkwi w datach, tylko w ludziach. Bardzo poruszające i ciepłe. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Reply
Oliwka 2025-12-10 - 22:23

Twoja opowieść ma niezwykłą lekkość – niby codzienność, a jednak pełna detali, które zostają w głowie. Zawieszka z napisem „Grudzień to Twój czas” to symbol, który mógłby spokojnie stać się mottem całego tekstu. Czuć w tym przyjaźń, uważność i taką radość bycia „tu i teraz”. Czytałam z uśmiechem i lekkim wzruszeniem.

Reply
Szeliga 2025-12-10 - 22:59

Fragment o podróży do Lublina skradł moje serce. Rozmowy z samochodem, deszcz, mruczący silnik – to są właśnie te drobiazgi, które czynią wspomnienia żywymi. A relacja z wnukiem… absolutnie rozczulająca. „Babciaaaa! Gdzie autko?” – to zdanie brzmi jak najpiękniejsza świąteczna melodia. Dziękuję za tę porcję ciepła.👍

Reply
Marzena 2025-12-10 - 23:24

Uwielbiam, jak łączysz przeszłość z teraźniejszością – archiwalne dokumenty, rodzinne nazwiska, a obok świąteczny stół i migoczące lampki na Starym Mieście. To pokazuje, że historia rodziny nie jest zamknięta w papierach, tylko żyje w codziennych gestach, spotkaniach i opowieściach. Bardzo mądry, spokojny tekst.

Reply
Magdalena 2025-12-11 - 09:27

Sylwester w Twoim wydaniu to czysta radość i dystans do świata. Dialogi, humor, lekka filozofia Konrada i język delfinów – śmiałam się w głos. A jednocześnie w tle jest coś bardzo prawdziwego: potrzeba bycia razem, świętowania końca i początku bez zadęcia. To jeden z tych tekstów, do których chce się wracać. Pozdrawiam serdecznie.

Reply
Krystyna 2025-12-11 - 12:25

Twoje grudniowe wspomnienia są jak dobrze skomponowana biżuteria – każdy element ma znaczenie, ale dopiero razem tworzą całość. Przyjaźń, rodzina, twórczość, podróże – wszystko splata się w jedną opowieść o uważnym życiu. Szczególnie urzekło mnie, jak nadajesz nazwę swoim projektom – „Zimowy Spacer z Babcią” to poezja zamknięta w przedmiocie. 💯

Reply
Marta Stach. 2025-12-11 - 18:24

Bardzo podoba mi się, że nie idealizujesz rzeczywistości, a mimo to wszystko brzmi ciepło i autentycznie. Deszcz zamiast śniegu, zmęczenie po świętach, nocna taksówka – a jednak to właśnie z takich momentów buduje się szczęście. Twój styl pisania jest niezwykle obrazowy, można niemal poczuć zapach czekolady i usłyszeć italo disco w radiu.

Reply
Alicja 2025-12-11 - 19:39

Ten tekst to piękny dowód na to, że czas nie musi pędzić – można go zatrzymać w słowie. Szczególnie poruszył mnie moment, gdy piszesz, że „świat wokół jakby się zatrzymał”. Tak właśnie działają dobre wspomnienia i dobra literatura. Dziękuję, że dzielisz się nimi w tak szczery i nienachalny sposób.

Reply
Monika 2025-12-11 - 22:44

Jest w Twoim pisaniu ogromna czułość – do miejsc, ludzi, przedmiotów. Parasolka podana na pożegnanie, pendrive z sową, reniferowy sweter wnuka… Zakończenie z Nowym Rokiem 2011 brzmi jak spokojna obietnica: że będzie dobrze, bo są ludzie, plany i śmiech. Te detale mówią więcej niż długie opisy emocji. Czytając, miałam wrażenie, że to nie tylko wspomnienia, ale też list miłosny do życia.

Reply

Skomentuj Anna W. Cancel Reply