jolantastrazyc.pl
  • Strona główna
  • Kontakt
  • Podróże
  • Wspomnienia
  • Opowiadania
  • Genealogia
  • Saga
    GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział IV – Powrót

    by Jolanta Strażyc 2026-04-20

    Połowa października, 1640 rok

    Pod niebem o barwie stali, przeciętym gdzieniegdzie smugą późnojesiennego błękitu, podążał jeździec zakapturzony. Towarzyszyło mu dwóch żołnierzy, również konno, w milczeniu i skupieniu. Droga, sypka i trudna do przebycia, kręta jak losy ludzkie, wiła się przez dziką, zalesioną okolicę, w której drożyny niknęły wśród zarosłych ostępów, a człowieka spotkać można było rzadko — chyba że z muszkietem i niepewnym zamiarem.

    Wioski i osady rozsypane były po tej ziemi jak ziarno z rozszarpanego worka, daleko jedna od drugiej, jakby same nie chciały zbliżać się do siebie z obawy przed tym, co niesie czas.

    — Panie — odezwał się wreszcie jeden z towarzyszy, poprawiając pas przy siodle — powiadają, że w tych stronach już od tygodnia widywano czambuły.

    Jeździec nie odwrócił głowy.

    — Powiadają wiele rzeczy — odparł spokojnie. — Większość z nich rodzi się przy ognisku, a nie w polu.

    — A jeśli tym razem to nie bajanie? — wtrącił drugi, młodszy.

    Jan Straż uniósł lekko głowę. Pod kapturem połyskiwały jego oczy — bystre, lśniące, osadzone głęboko w pociągłej twarzy o wyraźnie zarysowanym, orlim nosie.

    — Wtedy — rzekł cicho — tym bardziej trzeba jechać dalej.

    Miał dwadzieścia pięć lat. Urodzony na Podolu, lecz wykształcony w kolegium jezuickim we Lwowie, wracał po raz pierwszy od lat w rodzinne strony — tam, gdzie przyszedł na świat i których nie widział, odkąd ukończył czternaście lat.

    Wąs, bujny i starannie wypielęgnowany, nadawał mu powagi i dojrzałości, jakiej nie powstydziłby się żaden z jego przodków. Nie był wysoki, lecz mocno zbudowany — proporcjonalny, z ciałem wyćwiczonym zarówno w sztuce fechtunku, jak i w ławach uczelni.

    Na chwilę przymknął oczy. Pamięć, jak zawsze, wróciła nieproszona.

    Lwów, kilka dni wcześniej

    Deszcz dopiero co przestał padać, a bruk pod kopytami koni lśnił jak stal. Uratowany z opresji mężczyzna — elegancki mimo pobrudzonego płaszcza — wyprostował się w siodle, z wdzięcznością zerkając na młodego szlachcica.

    — Jam Stefan Horváth — rzekł, wyciągając dłoń, silną i ciepłą mimo jesiennego chłodu. — Węgrzyn, choć od lat bardziej Lwowianin niż niejedna tutejsza dusza.

    Jan uścisnął jego rękę pewnie.

    — Jan Straż, z Wojtowca nad Bohem.

    — Wojtowiec? — Horváth uniósł brew. — Daleka droga przed tobą.

    Jan uśmiechnął się lekko i spojrzał na leżącego w rowie zbója, który jęknął cicho, próbując się podnieść.

    — Ten już dziś nikomu drogi nie zastąpi — dodał chłodno.

    Horváth parsknął cichym śmiechem.

    — I niech będzie Bogu chwała, że zesłał cię właśnie tu. Zapraszam, panie Janie. Mój dom niedaleko. Odpoczniesz, koniom damy wytchnienie, a i dobrego tokaju nie pożałuję.

    Jan zawahał się przez ułamek chwili, po czym skinął głową.

    — Skoro gospodarz nalega, nie godzi się odmawiać.

    — O, widzę, żeś nie tylko szermierz, ale i człek obyty — ucieszył się Horváth.

    Godzinę później, w domu Horvátha przy ul. Ormiańskiej

    Wnętrze było przytulne, jakby czas stanął tu w miejscu. Na ścianach wisiały zielone arrasy, ciężkie, pachnące kadzidłem i ciepłem. Na kominku trzaskał ogień, a za oknem lwowska złota jesień.

    Dźwięk klawikordu gdzieś z głębi domu ledwo muskał powietrze.

    — Moja córka, Katarzyna — mruknął Horváth z wyraźną dumą. — Ćwiczy gamy. Marzy o Italii, o muzyce, o wolności, jaką może dać tylko sztuka… a ja marzę, by choć trochę ochronić ją przed światem.

    Jan uniósł kielich.

    — Macie wielkie szczęście, panie Stefanie. Dom pełen życia. Dobrze, że nie zabrakło dziś miecza.

    — Ani rozumu — dodał gospodarz, siadając naprzeciw. — Zbóje tylko miecza się boją, ale to ludzie w senatach i aptekach zmieniają losy świata.

    — A pan do których należy? — zapytał Jan z lekkim uśmiechem.

    Horváth zamyślił się na moment.

    — Do tych, którzy próbują nie dać się ani jednym, ani drugim.

    Po chwili zapadła cisza. Tylko ogień trzaskał, jakby opowiadał starą historię.

    — Skończyłeś kolegium jezuickie? — zapytał wreszcie Horváth.

    — Sześć lat za mną. Teologia, retoryka, łacina… a potem jazda, broń, służba. Ojciec zawsze powtarzał: „Słowo jest ważne, ale kraj trzeba obronić”.

    — Mądre słowa — przyznał Horváth. — Choć moje dzieci poszły innym torem. Stefan — zakonnik benedyktyn, Fryderyk — profesor w Zamościu, Ludwik — lekarz i rajca. A Katarzyna…

    Uśmiechnął się lekko.

    — Chodźmy. Przedstawię pana mojej córce.

    W salonie rozbrzmiewały ciche, niemal szeptem wygrywane dźwięki klawikordu. Każdy ton zdawał się lewitować w powietrzu jak jesienne liście.

    Jan wszedł ostrożnie, jakby bojąc się zakłócić tę delikatną harmonię.

    — Można? — zapytał cicho.

    Muzyka ucichła.

    Przy instrumencie siedziała panna Katarzyna.

    Uniósłszy głowę, spojrzała na niego bez lęku.

    — Muzyka nie jest własnością jednego człowieka — odpowiedziała łagodnie. — Można.

    Jej błękitna sukienka, oszczędna w formie, lecz staranna w kroju, delikatnie opinała sylwetkę. Drobne dłonie, ozdobione złotymi manelami, spoczęły na klawiszach. We włosach miała jesienne kwiaty.

    Jan przez chwilę nie potrafił znaleźć słów.

    — Gra pani… jakby świat poza tym pokojem nie istniał — powiedział w końcu.

    — A czy istnieje? — zapytała z lekkim uśmiechem.

    — Niestety — odparł. — I bywa znacznie mniej łaskawy niż muzyka.

    Do pokoju wszedł Horváth.

    — Katarzyno, to jest Jan Straż — młody rycerz, który dziś miał więcej odwagi niż niejeden senator.

    Dziewczyna spojrzała na Jana uważniej.

    — Miło mi, panie Janie.

    — Panno Katarzyno, zaszczyt po mojej stronie.

    — Ojciec mówi, że uratował mu pan życie.

    Jan wzruszył lekko ramionami.

    — Raczej przeszkodziłem komuś je odebrać.

    — To czasem więcej — odparła cicho.

    Cisza, która zapadła, nie była ciszą pustki — była ciszą poznania.

    Jeszcze tego samego dnia, gdy zostali na chwilę sami, Jan ujął jej dłoń.

    — Katarzyno…

    Spojrzała na niego bez słowa.

    — Przyrzekam ci — wrócę. Niech tylko czas stanie się bardziej przychylny… I wtedy, jeśli mi pozwolisz, zostaniesz moją żoną.

    Jej palce zacisnęły się lekko na jego dłoni.

    — A jeśli czas nie stanie się przychylny?

    Jan uśmiechnął się lekko.

    — Wtedy będę musiał go do tego przekonać.

    Katarzyna skinęła głową.

    — Będę czekać.

    Podróż z Lwowa na Podole — ciąg dalszy

    — Jesień na Podolu nie zmieniła się ani trochę — rzekł Jan cicho, bardziej do siebie niż do towarzyszy. — Pachnie mokrą ziemią i dymem z ognisk.

    — I wojną — dodał jeden z żołnierzy.

    Jan nie zaprzeczył.

    Po kilku dniach podróży dotarli wreszcie do Wojtowca.

    Dwór wyłonił się spośród drzew nagle, jak wspomnienie z dzieciństwa.

    Nie była to rezydencja wielkopańska, choć jej właściciel mógł uchodzić za zamożnego. Budynek, zbudowany z grubych, porządnych kłód, z wysokim dachem, przypominał bardziej warownię niż dom: klecony, przerabiany, z komnatami, izbami, alkierzami i komorami, które nie trzymały się żadnego planu — poza jednym: by wytrzymać czas i wojnę.

    — To tu? — zapytał młodszy z towarzyszy.

    — Tu — odparł Jan.

    — Wygląda… solidnie.

    — Musi taki być.

    Zatrzymali konie przed dworem.

    Na progu stał on. Stanisław Straż. Mężczyzna po latach, z obliczem naznaczonym przez czas i wojny. Jego oczy patrzyły czujnie — lecz zmiękły na widok syna.

    Jan zsiadł z siwego wierzchowca.

    Zrobili kilka kroków ku sobie.

    Zatrzymali się.

    Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu — jakby każdy szukał w twarzy drugiego tego, kim był dawniej.

    — Ojciec.

    — Synu.

    Stanisław przyjrzał się uważnie Janowi.

    — Wąs masz już jak należy — mruknął.

    — Staram się nie przynieść wstydu rodowi — odparł Jan.

    — A przyniosłeś coś więcej? — zapytał ojciec, lekko unosząc brew.

    Jan zawahał się przez moment.

    — Wieści… i zobowiązanie.

    — To dobrze — skinął głową Stanisław. — Bo tutaj jedno i drugie bywa cięższe od szabli.

    Po chwili położył dłoń na ramieniu syna.

    — Chodź. Dom jeszcze stoi.

    — I oby stał jak najdłużej — odpowiedział Jan.

    — To już nie zależy tylko od Boga — rzekł cicho ojciec. — Ale i od ludzi.

    I choć nie padły wielkie słowa, w tej rozmowie było wszystko: powitanie, duma, ciężar lat i cicha nadzieja, że to, co zostało rozdzielone przez czas, jeszcze może zostać ocalone.

    2026-04-20 8 komentarzy
    2 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział III – Svyata Kyrnychka

    by Jolanta Strażyc 2026-04-10
    2026-04-10

    Rok Pański 1625 przyniósł na podolskie pogranicze jedno z tych gorących, niespokojnych lat, kiedy powietrze pachniało dymem jeszcze zanim pojawił się ogień. Między Bracławiem a Hajsynem, tam gdzie lasy schodziły …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział II – Rozkaz: trwać!

    by Jolanta Strażyc 2026-03-30
    2026-03-30

    Szabla nasza nie dla gniewu, lecz dla prawa. Stal zadźwięczała krótko, sucho. Cios rotmistrza Stanisława Strasza zatrzymał się na krzywiźnie tatarskiej szabli, lecz impet uderzenia wyrwał napastnika z siodła. Koń …

    13 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział I – Na skraju świata

    by Jolanta Strażyc 2026-03-20
    2026-03-20

    Rok Pański 1610. Kresy południowo-wschodnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Krajobraz rozciągał się bez końca. Falujące trawy stepów uginały się pod wiatrem, który niósł zapach rozgrzanej ziemi i dalekich ognisk. Słońce złociło …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • PodróżeWspomnienia

    Szkocja

    by Jolanta Strażyc 2026-03-10
    2026-03-10

    W połowie września 2012 roku Karol i Konrad spakowali swoje życie w kilka walizek i polecieli do Edynburga. To miała być próba – dobra praca, mieszkanie na start, nowe doświadczenie. …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    Otwarci na zmiany

    by Jolanta Strażyc 2026-02-20
    2026-02-20

    Gdy przyszłam do mieszkania Karola, drzwi były już otwarte, a z kuchni dobiegał śmiech. — No wreszcie jest nasza nadworna fotografka! — zawołał Karol, wychylając się z salonu z kieliszkiem …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    To miejsce pamięta

    by Jolanta Strażyc 2026-02-10
    2026-02-10

    Las na zboczu Góry Świętego Michała był jeszcze mokry po nocnej mgle. Powietrze pachniało żywicą i czymś chłodnym, niemal metalicznym — zapachem, który zawsze towarzyszył temu miejscu. Jakby wzgórze oddychało …

    7 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 4

    by Jolanta Strażyc 2026-01-30
    2026-01-30

    Część czwarta opowiadania genealogicznego „W cieniu starych drzew” stanowi jego naturalną kontynuację. Tym razem oddaję głos wspomnieniom mojego ojca — Stanisława Strażyca — dotyczącym jego dziadka, Stefana Skarbek-Kruszewskiego. Są to …

    4 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 3

    by Jolanta Strażyc 2026-01-20
    2026-01-20

    Poranek w Gruszczynie był chłodny. Nad polami unosiły się delikatne mgły, wijąc się między drzewami jak mleczne wstęgi. Liście w sadzie szeleściły cicho, jakby szeptały między sobą wiadomości o nadchodzącej …

    2 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 2

    by Jolanta Strażyc 2026-01-10
    2026-01-10

    Upalne lato zdawało się zawisnąć nad Gruszczynem jak jasny, drżący całun. Powietrze migotało nad polami, a od rozgrzanych murów dworu odbijał się zapach nagrzanego kamienia i jaśminu, który zakwitł w …

    4 FacebookTwitterPinterestEmail
Load More Posts

O mnie

O mnie

Jolanta Strażyc

Nazywam się Jolanta Strażyc. Mieszkam w Krakowie. Jestem miłośniczką zdrowego stylu życia, muzyki klasycznej, mody, podróży i fotografii. Przez kilka lat prowadziłam bloga "Moda i fotografia", na którym oprócz tematyki lifestylowej pisałam o modzie oraz przedstawiam autorskie stylizacje poświęcone dojrzałym kobietom i pokazywałam, że życie nie kończy się po 50-tce.

Ostatnie posty

  • Saga. Rozdział IV – Powrót

    2026-04-20
  • Saga. Rozdział III – Svyata Kyrnychka

    2026-04-10
  • Saga. Rozdział II – Rozkaz: trwać!

    2026-03-30
  • Saga. Rozdział I – Na skraju świata

    2026-03-20
  • Szkocja

    2026-03-10

Popularne posty

  • 1

    O mnie

    2024-09-30
  • 2

    Równo

    2024-10-20
  • 3

    Budapeszt

    2025-10-30
  • 4

    Lata siedemdziesiąte

    2025-02-10
  • 5

    Tajemnica

    2025-08-20
  • Facebook
  • Twitter
  • Instagram
  • Pinterest

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
jolantastrazyc.pl
  • Strona główna
  • Kontakt
  • Podróże
  • Wspomnienia
  • Opowiadania
  • Genealogia
  • Saga