jolantastrazyc.pl
  • Strona główna
  • Kontakt
  • Podróże
  • Wspomnienia
  • Opowiadania
  • Genealogia
    GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział II – Rozkaz: trwać!

    by Jolanta Strażyc 2026-03-30

    Szabla nasza nie dla gniewu, lecz dla prawa.

    Stal zadźwięczała krótko, sucho. Cios rotmistrza Stanisława Strasza zatrzymał się na krzywiźnie tatarskiej szabli, lecz impet uderzenia wyrwał napastnika z siodła. Koń uskoczył, zarżał dziko, a tatarski wojownik padł na kolana, kryjąc głowę w ramionach.

    — Do bramy! — rzucił rotmistrz, nie oglądając się.

    Stanisław cofnął się o krok, drugi — i w tej samej chwili poczuł, jak powietrze przecina strzała. Minęła go o włos.

    Na murach huknęły rusznice. Dym poszedł w górę, ciężki i gryzący. Jeden z Tatarów zachwiał się w siodle, drugi runął w bok, pociągając za sobą konia. Reszta rozlała się szerzej, jak woda omijająca przeszkodę.

    — Teraz! — krzyknął ktoś z góry.

    — Most! — powtórzył inny.

    Stanisław cofnął się za próg bramy.

    — Zamykać!

    Łańcuchy jęknęły. Wrota opadły z głuchym łoskotem. W tej samej chwili rozległo się uderzenie — ktoś próbował wedrzeć się za nimi, lecz było już za późno.

    Zapadła chwila ciszy. Tylko krzyki z doliny, trzask ognia i rżenie koni przypominały, że napastnicy są w pobliżu.

    Tatarzy nie przyszli zdobywać zamku — przyszli po ludzi. Gdy zobaczyli zamkniętą bramę i ogień z murów, odstąpili bez wahania. Rozproszyli się między chatami jak drapieżniki, które nie tracą czasu na trudną zdobycz, jeśli łatwiejsza jest pod ręką.

    Z dołu niósł się płacz i wrzask.

    — Biorą ich… — wyszeptał któryś z żołnierzy.

    Stanisław patrzył w milczeniu.

    Widział, jak pędzą z powrotem — już nie w rozsypce, lecz zwartą grupą. Między końmi szarpali się ludzie: związani, potykający się w biegu. Jedni próbowali uciekać — ginęli natychmiast. Inni szli jak w otępieniu.

    — Ilu? — zapytał cicho.

    — Kilkudziesięciu… może więcej — odparł Grzegorz, stojący obok.

    Rotmistrz skinął głową.

    — Konie.

    — Teraz? — zdziwił się żołnierz.

    Stanisław nie spojrzał na niego.

    — Teraz.

    Na dziedzińcu panował chaos. Ludzie klęczeli, płakali, ściskali się nawzajem. Ktoś szukał dziecka, ktoś inny wołał żonę. Jeden z rannych jęczał cicho pod ścianą, trzymając się za bok.

    Stanisław przeszedł między nimi bez słowa. Zatrzymał się dopiero przy studni, gdzie kilku jeźdźców już siodłało konie.

    — Ilu gotowych? — zapytał.

    — Dwudziestu — odpowiedział Grzegorz. — Reszta na murach albo ranni.
    — Wystarczy.

    — Panie rotmistrzu… — zawahał się ktoś. — Oni mają przewagę. I jeńców.
    — Właśnie dlatego — odparł krótko Stanisław.

    Spojrzał jeszcze raz ku bramie. Wiedział, co oznacza zwłoka. Każda chwila oddalała ich od łupu — i od porwanych ludzi.

    — Ruszamy.

    Słońce skryło się za chmurami, gdy opuszczali strażnicę. Most skrzypiał pod kopytami, a potem została już tylko ziemia — sucha, twarda, rozorana śladami ucieczki.

    Nie trzeba było tropić. Ślady były świeże, wyraźne: setki kopyt, porzucone przedmioty. Tu chusta, tam dziecięcy but, dalej rozbite naczynie.

    — Idą wolno — mruknął Grzegorz.

    — Bo z jasyrem — odparł Stanisław.

    Step rozciągał się przed nimi jak morze — złoty, cichy, obojętny. Tylko ślady prowadziły naprzód, jak rana przecinająca ziemię. Byli blisko. Zbyt blisko — musieli uważać, aby Tatarzy ich nie zauważyli. Ukryli się za wzgórzem i obserwowali z daleka. Po kilku godzinach zobaczyli dym. Niewielki, ledwie widoczny.

    — Obóz — powiedział ktoś.

    Poniżej, w zagłębieniu terenu, Tatarzy rozłożyli się na krótki postój. Konie stały spętane, część ludzi siedziała przy ogniu. Jeńcy zbici byli w grupę, pilnowani przez kilku uzbrojonych.

    — Odpoczywają — szepnął Grzegorz.

    — Nie spodziewają się nas — dodał inny.

    Stanisław milczał przez chwilę. Liczył.

    — Trzydziestu… może czterdziestu — powiedział w końcu.

    — To co robimy?

    Rotmistrz odwrócił się ku swoim ludziom. W jego oczach nie było wahania.

    — Uderzymy.

    — Wprost?

    — Z dwóch stron. — Wskazał ręką.

    — Ty, Grzegorzu — obejdziesz ich od zachodu. Weź siedmiu ludzi. Reszta za mną.

    Ktoś przełknął ślinę.

    — A jeśli zabiją jeńców?

    Stanisław spojrzał na niego ostro.

    — Nie zabiją.

    Zapadła cisza.

    — Gotowi?

    — Wedle rozkazu — odpowiedzieli jednocześnie.

    Zjechali ze wzgórza powoli, kryjąc się w nierównościach terenu. Serce biło szybciej. Nie z lęku. Z oczekiwania. Stanisław pierwszy dostrzegł moment.

    Jeden z Tatarów oddalił się od grupy. Drugi pochylił się nad ogniskiem. Straż przy jeńcach rozluźniła się — zmęczenie zrobiło swoje.

    Rotmistrz podniósł rękę.

    — Teraz!

    Runęli w dół jak burza. Krzyk rozdarł powietrze.

    — Bij!

    Zaskoczenie było ich największą bronią. Pierwszy Tatar padł, zanim zdążył sięgnąć po broń. Drugi poderwał się z miejsca — dostał cios w pierś i runął w tył. Konie zarżały, ludzie zerwali się na nogi.

    — Polacy! — krzyknął ktoś.

    Z drugiej strony uderzył Grzegorz.

    Zrobiło się wielkie zamieszanie. Jeńcy zaczęli krzyczeć. Kto mógł, przystąpił do walki. Jeden z Tatarów próbował ich powstrzymać — Grzegorz strzelił do niego z pistoletu. Upadł.

    Stanisław wpadł między nich. Szabla pracowała szybko, bez wahania. Jeden cios, drugi — krótki, pewny. Ktoś rzucił się na niego z boku. Zablokował uderzenie, obrócił się i odpowiedział. Krew trysnęła na trawę.

    Żołnierze Stanisława byli jak w transie. Jeńcy pomagali, jak mogli.

    — Uciekają! — krzyknął ktoś.

    I rzeczywiście — część napastników już się cofała. Bez łupu. Bez jeńców.

    Po wszystkim zapadła cisza. Przerywana tylko ciężkimi oddechami i cichym płaczem. Na ziemi leżeli zabici. Kilku Tatarów. Trzech ludzi Stanisława. Reszta uciekła. Jeńcy stali w grupie, oszołomieni, niepewni.

    — Wolni jesteście — powiedział ktoś.

    Po chwili jedna kobieta upadła na kolana. Potem druga. Ktoś zaczął płakać głośno.

    Stanisław otarł szablę o trawę. Rozejrzał się.

    — Zbierać się — powiedział cicho. — Wracamy.

    Grzegorz podszedł bliżej.

    — Udało się.

    Rotmistrz spojrzał na uwolnionych, a potem na horyzont.

    — Następnym razem będzie ich więcej.

    — A my?

    Stanisław wsiadł na konia.

    — Nas też. Młodzi i zdrowi chłopi z podzamcza muszą walczyć z nami.

    I ruszyli z powrotem — wolniej, ciężej, lecz nie sami.

    Minęły miesiące. A potem lata. Życie na kresach wciąż było pełne niepokoju. Napady wracały jak burze — nagle, bez ostrzeżenia. Raz z południa, raz od wschodu. Jedne większe, inne ledwie zauważalne. Lecz zawsze zostawiały po sobie to samo: dym, pustkę i ciszę. I coraz częściej — pogoń.

    Oddział Stanisława, choć niewielki, stał się legendą w okolicy. Ludzie powtarzali historie o tym, jak „ten ze Strażnicy” w ostatniej chwili odbiera Tatarom łup i wyprowadza jeńców z rąk wroga.

    — Ten Strasz… ze Strażnicy — mówił jeden kmieć do drugiego — ilu on ludzi uratował.

    — A no! Bije i goni psubratów jak trzeba.

    Z czasem jego nazwisko zaczęto szeptać inaczej.

    — Straż jedzie.

    — Jaka straż?

    — No… Strasz.

    Ktoś się zaśmiał.

    — To Strasz czy straż?

    — A jedno i drugie — odparł stary furman. — Bo stoi jak straż między nami a stepem.

    I tak zostało.

    Kolejna burza

    Stanisław Strasz, zwany przez ludzi Strażem, stojąc na murach zamku, patrzył w dal.

    — Zobacz — odezwał się w końcu do Grzegorza, wskazując daleki punkt, gdzie step zdawał się drżeć pod ciężarem koni. — Ich siła rośnie. To już nie są małe oddziały.

    Następnego dnia Straż zebrał oddział. Tym razem wyruszyli w przemyślaną wyprawę. Osady miały być chronione, zasadzki ustawione w wąwozach, a starcy, kobiety i dzieci ewakuowani z najważniejszych punktów. Młodzi i zdrowi chłopi z podzamcza, przyuczeni do walki i uzbrojeni, strzegli osad i wspierali żołnierzy. Pierwsza bitwa nowej kampanii była nieuchronna. Nie było miejsca na błąd.

    Gdy Tatarzy dotarli do wąwozów, Straż uderzył pierwszy. Zasadzki, grupy na wzgórzach i szybkie kontrataki przynosiły zwycięstwo.

    Po bitwie Stanisław zebrał swoich ludzi na wzgórzu.

    — Jeszcze nie koniec — powiedział.

    Ale tego dnia wszyscy wiedzieli jedno: Kresy mają swoich strażników.

    Następnego dnia step wciąż były spowity dymem i kurzem. Stanisław stał na murach zamku, pogrążony we wspomnieniach. Myśl o synu, dorastającym w bezpieczniejszym miejscu, zawsze przynosiła mu spokój.

    — Gdy wrócisz, nauczę cię — pomyślał — jak stać się obrońcą pokrzywdzonych. Bo imię Straż, które mi nadali, nie jest tylko moje. I kiedyś przejdzie na ciebie.

    Kresy Podola wciąż były surowe, lecz legenda o rotmistrzu Strażu stała się obietnicą: że nawet na dzikich, nieprzewidywalnych stepach może istnieć sprawiedliwość.

    2026-03-30 8 komentarzy
    13 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział I – Na skraju świata

    by Jolanta Strażyc 2026-03-20
    2026-03-20

    Rok Pański 1610. Kresy południowo-wschodnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Krajobraz rozciągał się bez końca. Falujące trawy stepów uginały się pod wiatrem, który niósł zapach rozgrzanej ziemi i dalekich ognisk. Słońce złociło …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • PodróżeWspomnienia

    Szkocja

    by Jolanta Strażyc 2026-03-10
    2026-03-10

    W połowie września 2012 roku Karol i Konrad spakowali swoje życie w kilka walizek i polecieli do Edynburga. To miała być próba – dobra praca, mieszkanie na start, nowe doświadczenie. …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    Otwarci na zmiany

    by Jolanta Strażyc 2026-02-20
    2026-02-20

    Gdy przyszłam do mieszkania Karola, drzwi były już otwarte, a z kuchni dobiegał śmiech. — No wreszcie jest nasza nadworna fotografka! — zawołał Karol, wychylając się z salonu z kieliszkiem …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    To miejsce pamięta

    by Jolanta Strażyc 2026-02-10
    2026-02-10

    Las na zboczu Góry Świętego Michała był jeszcze mokry po nocnej mgle. Powietrze pachniało żywicą i czymś chłodnym, niemal metalicznym — zapachem, który zawsze towarzyszył temu miejscu. Jakby wzgórze oddychało …

    7 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 4

    by Jolanta Strażyc 2026-01-30
    2026-01-30

    Część czwarta opowiadania genealogicznego „W cieniu starych drzew” stanowi jego naturalną kontynuację. Tym razem oddaję głos wspomnieniom mojego ojca — Stanisława Strażyca — dotyczącym jego dziadka, Stefana Skarbek-Kruszewskiego. Są to …

    4 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 3

    by Jolanta Strażyc 2026-01-20
    2026-01-20

    Poranek w Gruszczynie był chłodny. Nad polami unosiły się delikatne mgły, wijąc się między drzewami jak mleczne wstęgi. Liście w sadzie szeleściły cicho, jakby szeptały między sobą wiadomości o nadchodzącej …

    2 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 2

    by Jolanta Strażyc 2026-01-10
    2026-01-10

    Upalne lato zdawało się zawisnąć nad Gruszczynem jak jasny, drżący całun. Powietrze migotało nad polami, a od rozgrzanych murów dworu odbijał się zapach nagrzanego kamienia i jaśminu, który zakwitł w …

    4 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 1

    by Jolanta Strażyc 2025-12-20
    2025-12-20

    Krępa była miejscem osobliwym nawet jak na tamte okolice: suchą, niewielką wyniosłością wyrastającą spomiędzy mokradeł, jak wyspa, którą ktoś zapomniał schować pod wodą. Nazwa wsi nie była więc przypadkowa — …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    Grudzień – Święta, Sylwester i moje urodziny

    by Jolanta Strażyc 2025-12-10
    2025-12-10

    Grudzień zawsze był dla mnie miesiącem wyjątkowym – pełnym świateł, zapachów, ciepła i wspomnień. Urodzona tuż przed świętami, od zawsze czułam, że to mój czas – przepełniony magią, rodzinnym ciepłem i tymi …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
Load More Posts

O mnie

O mnie

Jolanta Strażyc

Nazywam się Jolanta Strażyc. Mieszkam w Krakowie. Jestem miłośniczką zdrowego stylu życia, muzyki klasycznej, mody, podróży i fotografii. Przez kilka lat prowadziłam bloga "Moda i fotografia", na którym oprócz tematyki lifestylowej pisałam o modzie oraz przedstawiam autorskie stylizacje poświęcone dojrzałym kobietom i pokazywałam, że życie nie kończy się po 50-tce.

Ostatnie posty

  • Saga. Rozdział II – Rozkaz: trwać!

    2026-03-30
  • Saga. Rozdział I – Na skraju świata

    2026-03-20
  • Szkocja

    2026-03-10
  • Otwarci na zmiany

    2026-02-20
  • To miejsce pamięta

    2026-02-10

Popularne posty

  • 1

    O mnie

    2024-09-30
  • 2

    Równo

    2024-10-20
  • 3

    Budapeszt

    2025-10-30
  • 4

    Lata siedemdziesiąte

    2025-02-10
  • 5

    Tajemnica

    2025-08-20
  • Facebook
  • Twitter
  • Instagram
  • Pinterest

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
jolantastrazyc.pl
  • Strona główna
  • Kontakt
  • Podróże
  • Wspomnienia
  • Opowiadania
  • Genealogia