jolantastrazyc.pl
  • Strona główna
  • Kontakt
  • Podróże
  • Wspomnienia
  • Opowiadania
  • Genealogia
    GenealogiaHistoriaSaga

    Saga. Rozdział I – Na skraju świata. Stanisław

    by Jolanta Strażyc 2026-03-20

    Rok Pański 1610. Kresy południowo-wschodnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

    Krajobraz rozciągał się bez końca. Falujące trawy stepów uginały się pod wiatrem, który niósł zapach rozgrzanej ziemi i dalekich ognisk. Słońce złociło wszystko dookoła — topole i wierzby nad rzeką, drogi ginące w pustce, sylwetki ludzi i koni. Był to świat surowy i dziki, a zarazem piękny — świat jeszcze nie do końca oswojony.

    Stanisław Strasz, rotmistrz królewskiego wojska, siedział na siwym koniu i patrzył w dal, tam gdzie niebo stykało się z ziemią.

    — Widzisz to, Grzegorzu? — rzucił przez ramię.

    — Step jak step, panie rotmistrzu — odparł jeździec. — Tylko końca nie widać.

    Stanisław uśmiechnął się lekko.

    — Właśnie dlatego tu jedziemy.

    Za nim posuwała się niewielka karawana — wozy, służba i kilkunastu towarzyszy broni. Ludzie, którzy zdecydowali się szukać losu tam, gdzie inni widzieli jedynie pustkę i zagrożenie.

    — Naprzód! — zawołał po chwili. — Jeszcze dziś chcę zobaczyć Boh!

    Pochodził ze starego rodu herbu Odrowąż, lecz niewiele z dawnej świetności mu pozostało. Po śmierci ojca majątek rozpadł się wśród sporów i nieuczciwych podziałów — a starszy, przyrodni brat dopilnował, by Stanisławowi przypadło najmniej. Dla młodego szlachcica bez ziemi wybór był prosty: sutanna albo miecz. Wybrał miecz.

    Choć wcześnie poznał ciężar żałoby i smak zdrady, w wojsku odnalazł porządek, którego brakowało mu w domu. Rozkaz, kara, nagroda — wszystko miało swoje miejsce. W 1610 roku, kierowany niepokojem i żądzą życia, ruszył na kresy. Tam, gdzie kończyło się prawo, a zaczynała siła — postanowił zbudować własny los.

    Strażnica

    Na rubieżach Podola, wśród wzgórz porośniętych dębowym lasem, stał zamek zwany strażnicą. Ukryty między wąwozami i skałami, zdawał się zapomniany przez świat. Prowadziły do niego wąskie, trudne drogi, a sama okolica była niemal bezludna. Wędrowiec, który trafiał tu przypadkiem, nie mógł się nadziwić widokowi samotnej twierdzy pośród dzikiej przyrody. U podnóża wzgórza rozciągała się niewielka osada — bardziej zbiór chat niż miasteczko. Jej mieszkańcy żyli skromnie, uprawiając ziemię i trudniąc się prostym rzemiosłem. Nie budowali solidnych domów — zbyt często przychodziło je porzucać.

    — Tatarzy? — zapytał kiedyś Stanisław starego kmiecia stojącego na pogorzelisku swojego domostwa.

    — A kto by inny, panie — odpowiedział tamten. — Jak przyjdą, to ogień idzie pierwszy.

    W razie zagrożenia ludność chroniła się w zamku albo uciekała w lasy i wąwozy. Okolica sprzyjała obronie — wąskie przejścia, ukryte ścieżki i skalne kryjówki czyniły ją trudną do zdobycia. Nawet niewielki oddział mógł tu długo odpierać przeważające siły. Dlatego strażnicę często omijano. Nie dlatego, że była bezpieczna — lecz dlatego, że była niewygodna do zdobycia.

    Zamek wznosił się na cyplu nad stawem. Od strony wody chroniły go strome zbocza i skały, od strony osady — fosa i umocnienia. Dwie okrągłe baszty strzegły murów, a bramy broniły wysunięte bastiony i kilka dział. Do środka prowadził most, który w razie potrzeby można było szybko zniszczyć.

    Dziedziniec był przestronny, otoczony zabudowaniami gospodarczymi i wałami. W jednym z narożników znajdował się ogród warzywny, w innym — szopy i stajnie. Najważniejszym budynkiem był dwukondygnacyjny dom mieszkalny. Nad wejściem widniały herby, a w niszy — figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem. To tutaj skierowano Stanisława Strasza.

    Pierwsze starcie

    Budzący się świt rozpraszał mrok, lecz słońce jeszcze spało pod linią horyzontu  Wiatr ucichł, jakby ktoś zdusił go w garści. Nad doliną zawisła ciężka cisza. Pierwszy pies zaszczekał krótko — jakby ktoś nagle uciął dźwięk. Potem drugi. Stanisław poderwał głowę. Z ciemności dobiegł przeciągły gwizd. A potem krzyk.

    — Tatarzy!

    W jednej chwili cisza pękła. Z doliny wystrzeliły płomienie — jedna chata, potem druga. Konie zarżały dziko, ktoś wybiegł na dziedziniec boso, ktoś inny w samej koszuli.

    — Do broni! Na mury! — ryknął Stanisław, już zbiegając ze schodów.

    Strzały spadły jak deszcz. Jedna z nich utkwiła w drzwiach tuż obok jego głowy. Na dole ludzie biegli ku bramie, potykając się o siebie. Kobieta biegła z dzieckiem na ręku, które nie płakało — tylko patrzyło szeroko otwartymi oczami.

    — Otwierać! Na Boga, otwierać!

    — Zamknąć po nich! — krzyknął ktoś z załogi.

    — Jeszcze nie! — uciął Stanisław. — Jeszcze żyją!

    W świetle ognia zobaczył ich. Jechali szybko, nisko przy końskich grzbietach, jakby byli częścią kończącej się nocy. Krzyki, śmiech, błysk stali. Jeden z napastników dopadł uciekającego chłopa i ściął go bez zatrzymania.

    Stanisław zacisnął zęby.

    — Strzelać.

    Huknęły pierwsze wystrzały z murów. Jeden z jeźdźców runął z konia. Reszta nawet nie zwolniła.

    — Most! — krzyknął ktoś.

    — Jeszcze chwila! — rozkazał Stanisław.

    Patrzył, jak ostatni ludzie dobiegają do bramy. Jedna dziewczyna upadła. Podniosła się. Upadła znowu. Jeździec był już przy niej. Stanisław nie czekał. Zeskoczył ze schodów i wybiegł na most.

    — Panie rotmistrzu! — krzyknął za nim ktoś.

    Nie odpowiedział. Dobiegł do dziewczyny w chwili, gdy Tatar zamierzył się szablą. Uderzył pierwszy. Stal spotkała stal. Koń zarżał, dziewczyna krzyknęła, a świat na moment skurczył się do jednego ciosu. Potem wszystko ruszyło naraz.

    Miłość

    Życie na kresach szybko odsłoniło swoją naturę — surową, lecz prostą. Stanisław odnalazł się w niej lepiej, niż się spodziewał. Brakowało mu jednak jednego. Towarzystwa.

    Poznał Helenę — młodą wdowę po Michale Bajbuzie. Była piękna, lecz to nie uroda przyciągnęła go najbardziej. Spokój. Rozwaga. Cicha siła, której brakowało wielu ludziom na tych ziemiach.

    — Nie boisz się pani tu żyć? — zapytał ją kiedyś.

    Spojrzała na niego spokojnie.

    — Bać się można wszędzie, panie Stanisławie. Tu przynajmniej wiadomo, czego.

    Poślubił ją.

    Nie wniosła wielkiego posagu, lecz razem wykupili prawa do zaniedbanych dóbr zwanych Wojtowcem nad Bohem i tam zamieszkali.

    Ich szczęście trwało krótko.

    Helena zmarła kilka dni po narodzinach syna. Chłopcu nadano imię Jan.

    Samotny do końca

    Stanisław nie ożenił się ponownie. W pierwszych latach opiekę nad dzieckiem sprawowała niania, lecz z czasem sam przejął jego wychowanie. Uczył go jazdy konnej, władania szablą i życia na pograniczu. A jednak wiedział, że to nie wystarczy.

    — Nie wychowam cię na dzikiego człowieka — powiedział kiedyś do kilkunastoletniego Jana.

    Dlatego wysłał go do szkół w Koronie.

    Bo choć kresy hartowały ludzi, potrafiły też ich zamknąć w świecie zbyt wąskim, zbyt surowym — i zbyt odległym od reszty Rzeczypospolitej.

    Zdjęcie: Iwan Szuszkin Leśna dal (olej, płótno), 1884

    2026-03-20 9 komentarzy
    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • PodróżeWspomnienia

    Szkocja

    by Jolanta Strażyc 2026-03-10
    2026-03-10

    W połowie września 2012 roku Karol i Konrad spakowali swoje życie w kilka walizek i polecieli do Edynburga. To miała być próba – dobra praca, mieszkanie na start, nowe doświadczenie. …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    Otwarci na zmiany

    by Jolanta Strażyc 2026-02-20
    2026-02-20

    Gdy przyszłam do mieszkania Karola, drzwi były już otwarte, a z kuchni dobiegał śmiech. — No wreszcie jest nasza nadworna fotografka! — zawołał Karol, wychylając się z salonu z kieliszkiem …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    To miejsce pamięta

    by Jolanta Strażyc 2026-02-10
    2026-02-10

    Las na zboczu Góry Świętego Michała był jeszcze mokry po nocnej mgle. Powietrze pachniało żywicą i czymś chłodnym, niemal metalicznym — zapachem, który zawsze towarzyszył temu miejscu. Jakby wzgórze oddychało …

    7 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 4

    by Jolanta Strażyc 2026-01-30
    2026-01-30

    Część czwarta opowiadania genealogicznego „W cieniu starych drzew” stanowi jego naturalną kontynuację. Tym razem oddaję głos wspomnieniom mojego ojca — Stanisława Strażyca — dotyczącym jego dziadka, Stefana Skarbek-Kruszewskiego. Są to …

    4 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 3

    by Jolanta Strażyc 2026-01-20
    2026-01-20

    Poranek w Gruszczynie był chłodny. Nad polami unosiły się delikatne mgły, wijąc się między drzewami jak mleczne wstęgi. Liście w sadzie szeleściły cicho, jakby szeptały między sobą wiadomości o nadchodzącej …

    2 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 2

    by Jolanta Strażyc 2026-01-10
    2026-01-10

    Upalne lato zdawało się zawisnąć nad Gruszczynem jak jasny, drżący całun. Powietrze migotało nad polami, a od rozgrzanych murów dworu odbijał się zapach nagrzanego kamienia i jaśminu, który zakwitł w …

    4 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    W cieniu starych drzew – część 1

    by Jolanta Strażyc 2025-12-20
    2025-12-20

    Krępa była miejscem osobliwym nawet jak na tamte okolice: suchą, niewielką wyniosłością wyrastającą spomiędzy mokradeł, jak wyspa, którą ktoś zapomniał schować pod wodą. Nazwa wsi nie była więc przypadkowa — …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • Wspomnienia

    Grudzień – Święta, Sylwester i moje urodziny

    by Jolanta Strażyc 2025-12-10
    2025-12-10

    Grudzień zawsze był dla mnie miesiącem wyjątkowym – pełnym świateł, zapachów, ciepła i wspomnień. Urodzona tuż przed świętami, od zawsze czułam, że to mój czas – przepełniony magią, rodzinnym ciepłem i tymi …

    3 FacebookTwitterPinterestEmail
  • GenealogiaOpowiadanie

    Wspomnienia Marianny Dygasińskiej

    by Jolanta Strażyc 2025-11-25
    2025-11-25

    Za wschodnią rubieżą, został mój dom rodzinny — dom, w którym śmiano się i śpiewano, w którym płonął ogień w kominku i pachniały jabłka z ogrodu. Ten dom legł w …

    2 FacebookTwitterPinterestEmail
Load More Posts

O mnie

O mnie

Jolanta Strażyc

Nazywam się Jolanta Strażyc. Mieszkam w Krakowie. Jestem miłośniczką zdrowego stylu życia, muzyki klasycznej, mody, podróży i fotografii. Przez kilka lat prowadziłam bloga "Moda i fotografia", na którym oprócz tematyki lifestylowej pisałam o modzie oraz przedstawiam autorskie stylizacje poświęcone dojrzałym kobietom i pokazywałam, że życie nie kończy się po 50-tce.

Ostatnie posty

  • Saga. Rozdział I – Na skraju świata. Stanisław

    2026-03-20
  • Szkocja

    2026-03-10
  • Otwarci na zmiany

    2026-02-20
  • To miejsce pamięta

    2026-02-10
  • W cieniu starych drzew – część 4

    2026-01-30

Popularne posty

  • 1

    O mnie

    2024-09-30
  • 2

    Równo

    2024-10-20
  • 3

    Budapeszt

    2025-10-30
  • 4

    Lata siedemdziesiąte

    2025-02-10
  • 5

    Tajemnica

    2025-08-20
  • Facebook
  • Twitter
  • Instagram
  • Pinterest

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
jolantastrazyc.pl
  • Strona główna
  • Kontakt
  • Podróże
  • Wspomnienia
  • Opowiadania
  • Genealogia