Wspomnienia Pani Zofii

by Jolanta Strażyc

Dziś wracam myślami do zabużańskiej miejscowości Równo TU – do domu praprababci Adeli, do dwóch synów, co poszli w różne strony życia, i do wachlarza, który potrafił uciszyć niejednego urzędnika. To opowieść o czułej pamięci, jaką pani Zofia Stelmach z Chełma zachowała o mojej rodzinie.

(…) Dziadek mój wspominał, że pani Adela miała wachlarz. A jak nim zatrzepotała, to nawet rosyjski urzędnik zapominał, po co przyszedł. Dobra pani z niej była. Ale miała z chłopakami, ho ho ho.

Starszy, Mieczysław, był mądry chłopak, ale jak to się mówi – nie na pole, tylko do papierów. W wieku 21 lat, gdy zbliżał się pobór do carskiego wojska, powiedział pani Adeli:

Matko, ja pójdę do pracy, do urzędu. Nie będę przecież z jakimiś Kałmukami po Syberii chodził.

I poszedł. Załatwił sobie posadę w akcyzie, urzędnikiem carskim został. Pani Adela mówiła: Wolałabym, żeby do ludzi, a nie do papierów. Ale z drugiej strony – wiedziała, że to mu uratowało skórę. Bo jak się nie miało pracy, to los się ciągnęło. I tu przechodzimy do drugiego.

Bronisław, to był domowy. Z tych, co do matki serce mają. Pomagał w gospodarstwie. Ale los to nie patrzy na serce, tylko ciągnie kogo popadnie. I pan Bronuś wyciągnął los. Do carskiego wojska poszedł. Na cztery lata, ale wrócił wcześniej (i mój dziadek Kostek poszedł wtedy razem z nim). Zabrali ich jesienią. Pani Adela płakała, ale powiedziała do pana Bronusia tylko jedno:

Ubierz się ciepło i nie daj się złamać.

Pan Bronuś wrócił po dwóch (a dziadek mój po czterech) latach, cały, ale inny był pan Bronuś. Mniej mówił, więcej patrzył. A jak raz usłyszał rosyjski na jarmarku, to odszedł, zanim zdążył kupić machorkę. Pan Mieczysław, potem pomagał panu Bronusiowi wrócić do siebie. Załatwił mu kawałek ziemi i kontakt z kim trzeba. Bo może i był urzędnikiem carskim, ale bratem był dobrym.

Jeden syn poszedł do ludzi, drugi został w domu, a matka, jak to matka, kochała obu jednakowo i piekła szarlotkę, kiedy wracali, żeby choć przez chwilę znowu byli chłopcami.

Synowie pisali do pani Adeli listy z dwóch światów. A te listy? O matko jedyna, one to były jak relikwie. Pani Adela chowała je pod poduszkę, a jak ktoś chciał tylko dotknąć, to mówiła: Tylko przez chusteczkę! Pan Mieczysław zawsze pisał jakby z urzędu, nawet do matki i zawsze podpis imieniem i nazwiskiem, jakby się bał, że mu list odbiją na rejestrze. A pan Bronisław to był dusza człowiek. Pisał, jak mówił: prosto z serca. I miał taki dobry charakter.

Ale wie Pani, co mnie wzrusza najbardziej? Że choć żyli w dwóch różnych światach – jeden za biurkiem, drugi w mundurze – to obaj zawsze myśleli o matce. I dlatego pani Adela co roku na święta piekła mazurki dla jednego i gotowała żurek dla drugiego, nawet jak byli daleko. A wachlarz kładła na stole, żeby porządek rodzinny był zachowany.

Tropem Adeli Wunderlich TU

Historia rodziny Wunderlich TU

You may also like

9 komentarzy

Szeliga 2025-10-20 - 21:48

Ależ to piękne i poruszające… Jakby się słyszało te listy i czuło zapach szarlotki. Dziękuję za tę opowieść i pozdrawiam serdecznie 🙂

Reply
Anna W. 2025-10-20 - 22:19

Ten wachlarz na stole – jaki piękny symbol… Że mimo wszystko rodzina była razem, choćby myślami. Wzruszające. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Reply
Monika 2025-10-20 - 23:00

Zatrzymałam się na dłużej przy tym wpisie, bo poczułam coś bardzo bliskiego. W mojej rodzinie też były takie listy – pisane z daleka, prostym językiem, ale pełne uczuć. I też były mamy, które potrafiły jednym gestem, jednym ciastem, jednym słowem przywrócić domową równowagę. Pani Adela wydaje się jedną z tych kobiet, które nosiły w sobie światło, nawet gdy wokół panował cień historii. Cudownie, że przywracasz ją pamięci – bo dzięki takim opowieściom nasze korzenie znów zaczynają oddychać. 🙂

Reply
Magdalena 2025-10-21 - 16:50

Czy wiadomo, co się dalej stało z panem Bronisławem i panem Mieczysławem? Losy takich zwykłych–niezwykłych ludzi są dziś bezcenne. Mam nadzieję na dalszą kontynuację tego opowiadania. Pozdrawiam serdecznie.

Reply
Marzena 2025-10-21 - 18:00

Kiedyś to nawet list był relikwią. A dziś tyle słów się marnuje w internecie. Dziękuję, że ktoś jeszcze chce ocalać takie historie.

Reply
Krystyna 2025-10-21 - 21:08

Jak czytam takie wspomnienia, to mam wrażenie, że to świat z innego wymiaru… I że bardzo go dziś brakuje. Cieszę się, że udało się zachować te piękne wspomnienia. Pozdrawiam cieplutko 🙂

Reply
Beata 2025-10-22 - 19:01

Ależ to piękna, pełna czułości opowieść. Czytając, miałam wrażenie, że siedzę gdzieś przy stole w salonie pani Adeli, słuchając, jak wachlarz lekko porusza powietrze, a w tle pachnie szarlotka. Tyle tu życia, zwyczajności, a jednocześnie historii, która przez pokolenia nie zblakła. To niesamowite, jak jedno wspomnienie potrafi połączyć przeszłość z teraźniejszością — i przypomnieć, że nawet w trudnych czasach ludzie mieli w sobie tyle miłości i ciepła. Dziękuję za tę opowieść – to jak podróż w czasie, która zostaje w sercu na długo. 🙂

Reply
Marta Stach. 2025-10-22 - 20:51

Mam w rodzinie podobne historie z tamtych stron… Może też powinnam je spisać, zanim odejdą z pamięcią najstarszych…

Reply
Karolina 2025-10-22 - 21:00

Ta historia to prawdziwy skarb – nie tylko rodzinny, ale i historyczny. Pokazuje, że za każdym „urzędnikiem carskim” czy „żołnierzem” kryje się czyjś syn, brat, człowiek z marzeniami i lękami. Pani Adela i jej wachlarz stają się tu symbolem kobiecej siły – tej cichej, codziennej, która scala rodzinę, kiedy świat próbuje ją rozdzielić. Czytając, myślałam o własnych prababkach, które też miały swoje „wachlarze” – może nie dosłowne, ale w postaci odwagi i miłości, którą przekazywały dalej. Wspaniale, że te wspomnienia nie giną, tylko dostają nowe życie w Twoich słowach. Pozdrawiam i czekam na więcej opowieści 🙂

Reply

Leave a Comment